Jacek Jancelewicz

Cze 2, 2016 w Sylwetki LGD

JacekŻółwia Błoć – to miejsce inne od wszystkich, charakterystyczne. A to za sprawą …żółwi. Nieożywionych, ale jakże pozytywnie zakręconych, serdecznie zapraszających na wędrówkę po wsi, bo ile domów tyle żółwi, a każdy inny, dumnie eksponuje numer posesji. Urok i porządek zarazem!

W Żółwiej Błoci spotykam się z panem Jackiem Jancelewiczem, artystą rzeźbiarzem.

Beata Brodzka: Panie Jacku, te ”żółwiowe szyldy” to pana pomysł ?

Jacek Jancelewicz: Tak, kiedyś dawno prawdopodobnie było tu prawdziwe siedlisko żółwi błotnych stąd nazwa wsi. Sama pani przyzna, że Żółwia Błoć, to brzmi nieco dziwnie i raczej nie nastraja do przyjemnych skojarzeń. Chciałem to zmienić i udało się. Pierwszego żółwia zrobiłem dla siebie. Zawisł na mojej chałupie. Mieszkańcom się spodobał. Napisałem wniosek na działania aktywizujące do LGD i zorganizowałem warsztaty w mojej pracowni. Chętnych było wielu, dorośli i dzieci. Wszyscy zabrali się żwawo do pracy. W ruch poszły nożyki a styropianowe kulki fruwały w powietrzu (szyldy są zrobione ze styropianu pokrytego masą tynkarską). Każdy z uczestników zaprojektował i wyrzeźbił żółwia i tym sposobem domy w naszej wsi ponumerowane są w bardzo oryginalny, niepowtarzalny sposób.

B.B. Jest jeszcze jeden ”żółwiowy akcent”, obok którego nie da się przejść obojętnie. To imponujących rozmiarów kamienny żółw stojący w centrum wsi.

J.J. Ten olbrzym nie jest z kamienia. Za materiał posłużył beton i różnego rodzaju kleje. Pierwszego żółwia zrobiłem z domieszką gipsu i niestety nie przetrwał trudów zimy. Drugie podejście wymagało ode mnie opracowania nowej mieszanki. Jak widać, rzeźba wygląda okazale i nic niepokojącego się z nią nie dzieje. O to właśnie mi chodziło, żeby żółw był solidny i uczynił naszą wieś jeszcze bardziej charakterystyczną.

B.B. Jest pan bardzo zapracowanym człowiekiem. W pracowni od rana do wieczora i jeszcze funkcja sołtysa. Jak pan godzi ze sobą te obowiązki ?

J.J. Już wcześniej współpracowałem z poprzednią sołtysową. Nikt nie chciał przejąć po niej tej funkcji. Ja z kolei nigdy się nie broniłem przed tym żeby pomagać, dać coś z siebie. Zgodziłem się. Nie ma znaczenia czy jestem sołtysem czy nie. Kocham swoją pracę i to, co robię robiłbym bez względu na to czy byłbym sołtysem czy nie.

żółwB.B. Załóżmy, że jestem turystką i chcę zobaczyć coś ciekawego tu w Żółwiej Błoci. Co mi pan zaproponuje?

J.J. Żółwie motywy to nie wszystko. Zaproponuję obejrzenie lapidarium, które zrobiliśmy na cmentarzu. Stojąca tam rzeźba mnicha mojego autorstwa skłania do refleksji i przydaje temu miejscu należytego mu respektu. Jeśli odwiedziłaby nas pani przed Wielkanocą, to zaprosiłbym do uczestnictwa w inscenizacji Drogi Krzyżowej. Odbywa się ona z udziałem aktorów Maszewskiego Teatru „Krzyk”. Warto coś takiego przeżyć, choćby po to by doświadczyć mistyki Świąt Wielkanocnych w zupełnie inny sposób.

B.B. Czy jest coś, czemu chętnie poświęciłby pan część swojej twórczej energii?

J.J. Tak, marzy mi się żeby zrobić rzeźby do Drogi Krzyżowej. Jest to jednak duże wyzwanie, bo postaci sporo. Zdaje sobie sprawę, że to przedsięwzięcie czaso i pracochłonne, no i wymaga niemałych nakładów finansowych.

B.B. Chęć tworzenia jest w panu ogromna, ale to za mało, aby zrealizować ten zamysł. Pozostaje mi, więc życzyć wielu sprzyjających okoliczności i zasobnych funduszy. Pomijam czynnik czasu, bo jak mawiał H.D. Thoreau „czas jest składnikiem pracy niedoskonałej, podczas gdy w doskonałą nie wlicza się”.