Ewa Woźniak

Cze 2, 2016 w Sylwetki LGD

EwaZima, grudniowy wieczór. Jedziemy do Przybiernowa na kolejny wywiad. Towarzyszy mi mój mąż Piotr. Nie możemy trafić pod wskazany adres. Pytamy mijających nas młodych ludzi, jak dojechać na ulicę 80- lecia. A do kogo? pada pytanie, do pani Ewy Woźniak, a to prosto i w lewo. Parkujemy samochód przed blokiem. Na chodniku stoi kobieta w narzuconej na ramiona kurtce i …. w kapciach. Uśmiecha się (domyślamy się, że to pani Ewa). Wyszłam wam naprzeciw bo mi intuicja podpowiedziała, że musicie być już blisko. Zapraszam serdecznie. Wchodzimy do pokoju. Na pięknie nakrytym stole czeka kolacja i gorąca herbata z cytryną. Zjedzcie spokojnie, porozmawiamy jak trochę odpoczniecie.

W towarzystwie pani Ewy nie można się czuć zmęczonym ani smutnym. Roztacza wokół siebie tak pozytywną aurę, że pomimo tego, iż widzimy się pierwszy raz, czujemy się, jakbyśmy znali się od zawsze.

Ewa Woźniak: Kiedyś byłam zamknięta, ale po rozległym zawale w wieku 42 lat, kiedy dostałam drugie życie, zmieniłam się. Od tego czasu udzielam się społecznie.

Beata Brodzka: Pani Ewo, zapytam nieco prowokacyjnie, po co to pani ?

E.W. Mój mąż wciąż mi powtarza. Zostaw to, zajmij się sobą. A ja lubię być społecznikiem i już. To jest bardzo twórcze i rozwijające. Chcę działać, dzielić się swoim doświadczeniem i wiedzą. Pokazywać, że można coś od siebie dać. Ot, tak po prostu, bezinteresownie.

B.B. Na czym polega to bezinteresowne działanie?

E.W. Jestem Przewodniczącą Polskiego Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów koło Przybiernów. Otaczam opieką ludzi, którzy jakby to powiedzieć mają nadmiar wolnego czasu i nierzadko niedobory w portfelu. Wsłuchuję się w ich potrzeby, staram się, aby wciąż byli aktywni. Pytam, co chcecie robić? Może gdzieś pojechać? Jak już ustalimy kierunek działania np. chcemy jechać na wycieczkę, to najpierw obliczam koszty, gdzie tylko mogę proszę o rabat, następnie obmyślam program wyjazdu, załatwiam transport i pilotuję wszystko od początku do końca.  Zwiedziliśmy już Zakopane, Kraków, co roku jeździmy do Lichenia. Byliśmy też w Berlinie, Poczdamie i na Bornholmie. Pracowałam, jako księgowa, więc jestem nauczona dobrej organizacji a to bardzo pomaga w tego typu przedsięwzięciach.

B.B. Jak wygląda pani dzień pracy?

E.W. Oj, zaczynam bardzo wcześnie. Mam głowę pełną twórczych myśli, a najlepsze przychodzą o czwartej nad ranem. Wtedy oceniam na ile dany pomysł jest realny, co mogę zrobić, narzucam sobie plan i konsekwentnie go realizuję. Jeśli trzeba nagłośnić jakieś wydarzenie, to redaguję treść ogłoszenia czy plakatu, drukuję i rozwieszam, rozsyłam też zaproszenia. Zajmuję się również dystrybucją żywności, nie tylko wśród swoich członków. Docieram do szkół, przedszkoli, stowarzyszeń. Ludzie odwzorowują działania tzn. widzą, co robię i chętnie pomagają. Jak organizuję imprezę, to mogę liczyć na chleb z piekarni, a to na rybę po grecku z restauracji czy smalec z masarni.  I to się nazywa współpraca, taki łańcuszek, którego ogniwa tworzą ludzie dobrej woli.

B.B. Gdzie jeszcze szuka pani wsparcia dla sowich działań?

E.W. Mogę liczyć także na pomoc ze strony instytucji takich jak: Gmina Przybiernów czy Nadleśnictwa Rokita. Bardzo sobie cenię współpracę ze Stowarzyszeniem Szanse Bezdroży Gmin Powiatu Goleniowskiego. A to za sprawą szkoleń, w których uczestniczę. Wiedzę, jaką tam zdobywam wykorzystuję często w swojej pracy. No i te targi AKTYWNY SENIOR. To był strzał w dziesiątkę! Wielkie dzięki dla stowarzyszenia za tę inicjatywę. Każdy podczas tej imprezy mógł znaleźć coś dla siebie. Były przecież wykłady, prelekcje, warsztaty, muzyka, śpiewy i zabawa. My seniorzy poczuliśmy się naprawdę zauważeni, zaopiekowani a tym samym potrzebni. To było dla nas ogromne szczęście i wyróżnienie. Ja bawiłam się do samego końca. Już autokar przyjechał i czekał żeby nas zabrać w drogę powrotną a ja wciąż tańczyłam i cieszyłam się, że jest tak pięknie, bo chyba o to chodzi, żeby nam w życiu było pięknie.