Monika Jurewicz

Mar 1, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Piękna świetlica wiejska w Kartlewie, lubiane miejsce spotkań mieszkańców. Tam też spotkałam się z panią Moniką, by porozmawiać o jej zamiłowaniu i fascynacji pracami ręcznymi i carvingiem. Małe ciepłe zaplecze świetlicy dało nam fantastyczną przestrzeń do rozmowy.

Irmina Łachacz: Pani Moniko proszę powiedzieć kilka słów o sobie.

Monika Jurewicz: Mieszkam w Kartlewie od 27 lat. Przeprowadziłam się tu z Przybiernowa z miłości do mojego męża (dodaje z uśmiechem). Mam czwórkę fantastycznych dzieci – dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Na co dzień zajmuję się pracą którą bardzo lubię. Pracuje na stanowisku kucharz.

I.Ł.: Co Pani lubi robić dla siebie?

M.J.: Kiedyś bardzo lubiłam wyszywać, to mnie uspokajało i dawało dużą satysfakcję. To co zrobiłam, moje prace,  było widać – obrus, serwetka, bieżnik. Kiedyś ktoś powiedział, że mam niesamowite zdolności i mogłabym swoje prace sprzedawać. Nie chciałam w to uwierzyć. Okazało się , że ludzie byli zainteresowani i kilka moich prac sprzedałam. Lubiłam wyszywać dla rodziny. Moja teściowa zawsze mnie motywowała i podrzucała pomysły, bym się nie nudziła. Ponieważ było to czasochłonne często siedziałam w nocy przy małej lampce, kiedy dzieci spały i wyszywałam. Ale to było dawniej.

I.Ł.:  Od czego się zaczęło zamiłowanie do prac rękodzielniczych?

M.J.: Moja fascynacja do wyszywania i robótek ręcznych rozpoczęła się kiedy miałam nie więcej jak 15 lat. Moja mama zachęcała mnie i namówiła do udziału w spotkaniach „Praktyczna Pani”, które odbywały się w Przybiernowie. Spotykały się tam kobiety i wyszywały. Do dziś pamiętam jak mnie to wciągnęło, odprężałam się i relaksowałam przy tym. Już w szkole pamiętam prace ręczne sprawiały mi przyjemność. Miałam smykałkę do malowania, rysowania, ozdabiania. Bardzo lubiłam wyszywanie, szydełkowanie. Później dzieci mnie namówiły bym spróbowała origami. Wciągnęło mnie to ale nie na długo. W następnej kolejności pojawił się decoupage – od pięciu lat wykonywałam więcej prac. Dzieci mnie namawiały i motywowały by tworzyć do szkoły , na wydarzenia, prezenty. Czasem coś fajnego zobaczyłam, podejrzałam i pojawiała się potrzeba by spróbować to zrobić.

I.Ł.: Czy uczestniczyła Pani w warsztatach by się nauczyć prac rękodzielniczych, czy jest Pani samoukiem?

M.J.: Przeważnie uczyłam się sama. Widziałam kiedyś pięknie ozdobione wstążkami i kokardami jajka i kulki. Zapytałam jak to się robi, ponieważ byłam bardzo ciekawa. Składasz tu tak, tu tak i masz. W domu próbowałam raz , drugi, trzeci, kilka zepsułam. Pojawiła się myśl , że to nie dla mnie, nie mam siły na to, ale ostatecznie się udało.

I.Ł.: Słyszałam , że jest tu Pani jedna z nielicznych osób posiadających umiejętność ozdabiania potraw – rzeźbienia w warzywach i owocach.

M.J.: Tak, zaczęło się od ciekawości. Może tak, a może tak. Kiedyś widziałam w uzdrowisku jak przyozdabiali talerze i potrawy. Z ciekawości człowiek zapyta – a jak Pan to robi, a to jak? Metodą prób i błędów i można się nauczyć. Początki były trudne, ale praktyka czyni mistrza. Pierwszy raz próbowałam około 10 lat temu.

I.Ł.:  Czy ma Pani swoją ulubioną prace, która jest dla Pani bardzo ważna?

M.J.: Cieszę się ze wszystkich swoich prac. Jakbym miała wskazać jedną to byłby  to obrus wyszywany haftem richelieu. Zrobiłam go teściowej, na jej 50 urodziny- 24 lata temu.

I.Ł.: Czy miała kiedyś Pani zamówienie na swoje prace?

M.J.: Tak, na obrusy wyszywane, ale także do szkoły bombki zdobione. Kiedyś zaproponowano mi bym wykonała takie prace do sklepu, ale bałam się, że nakład pracy będzie za duży i nie uda mi się wywiązać  i zrealizować zamówienia. Kiedyś robiłam choinki, stroiki ozdobne do hotelu w którym pracowałam, ale to od siebie nie na zamówienie. Do świetlicy , do szkoły bombki ozdobne.

I.Ł.: Ile czasu zajmuje Pani wykonanie takiej bombki ozdobnej?

M.J.: Teraz około 30 minut.

I.Ł.: Czy Pani dzieci, także siedzą z Panią i tworzą?

M.J.: Najstarsza córka ma zdolności plastyczne, lubi rysować i szkicować, młodsza lubi tworzyć z czegoś. Siedzą ze mną i pomagają, wycinają, przyczepiają, tworzą ze mną.

I.Ł.: Czy prowadziła Pani kiedyś warsztaty rękodzielnicze?

M.J.: Dwa razy prowadziłam spotkanie dla kobiet, gdzie pokazywałam jak się ozdabia potrawy. Do takich zajęć też trzeba się przygotować i naszykować jedzenia, sałatki, mięso, by móc pokazać jak można przyozdobić. Takie zdobienie wymaga skupienia, ale efekt jest. Nie zawsze trzeba mieć sprzęt. Wystarczy mały nożyk, marchewka, cebula i efekt na talerzu może być świetny. Kiedyś, pracując w Międzyzdrojach ozdabiałam potrawy i goście byli zaskoczeni, że takie cudo można stworzyć. Łabędzie z jabłek, listki pietruszki ładnie ułożone – goście z zagranicy przychodzili i dziękowali nam za ładne dekoracje. Zdarzało się, że zwracano większą uwagę na dekorację talerza niż samą jego zawartość. Ważne było ułożenie wędlin, serów i odpowiednie ich ozdobienie, by przyciągały wzrok. To musiało być ułożone tak by miało ręce i nogi.

I.Ł.:  Czy w domu też Pani ozdabia potrawy?

M.J.: Nie zawsze, kiedy wracałam z pracy późno to miałam przesyt i nie chciałam, ale zdarzało się przygotować kwiat na arbuzie, marchewki, czy ogórki do potrawy. Jak się długo nie robi, to później ciężko jest coś ładnego zrobić. Trzeba uważać by nóż nie naciął za dużo. Bardzo precyzyjna i dokładna praca.

I.Ł.: Jakie są pani plany na przyszłość? Pani Małe marzenie?

M.J.: Nie wiem czy się spełni, ale chciałabym kiedyś otworzyć razem z synem swój mały punkt gastronomiczny.

I.Ł.: To ja życzę Pani by marzenie się spełniło! Dziękuję za rozmowę.