Lech Zajda

Mar 14, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Kopice – mała wieś nad Zalewem Szczecińskim. Piękna przystań, piękna okolica i przyjaźni ludzie. Podjechałam pod dom Pana Lecha i pierwsze co przykuło mój wzrok to koło sterowe na szczycie domu, motywy żeglarskie i dzwon przed drzwiami. Pan Leszek wprowadził mnie, z uśmiechem na twarzy do salonu, w którym jest bardzo dużo żeglarskich akcentów.

Irmina Łachacz: Jak Pan trafił do Kopic?

Lech Zajda: Od zawsze moim hobby było żeglarstwo i sporty wodne. W związku z pracą zawodową wylądowałem w Szczecinie i zacząłem się rozglądać gdzie jest na tyle duży akwen wodny, na którym można pływać długo, długo, długo i on się nigdy nie znudzi. Zalew Szczeciński to było to. Tak tu z żoną trafiłem. Przyjechałem najpierw sam by zobaczyć teren i nie było tu nic. Łąki i pasące się krowy, ale oczami wyobraźni widziałem, że miejsce ma potencjał, jest miejsce by zrobić przystań, stworzyć Centrum Interesów Wodnych w Kopicach. To było 20 lat temu. Pierwsze co tu się znalazło to łódki, mniejsze, większe. Do dziś pamiętam jak się cieszyłem jak nic się nie pourywało na wodzie.

I.Ł.: Jak długo Pan żegluje? Od czego się zaczęło?

L.Z.: Żegluję od drugiej klasy szkoły średniej. Zapisałem się na kurs żeglarski. Nie zdałem egzaminu i wtedy się uparłem, że tym żeglarzem zostanę. Mimo pracy zawodowej, zawsze starałem się trochę czasu urwać na żeglowanie. Woda była priorytetem. Nie jestem żeglarzem regatowym, ja wypływam na wodę i sprawia mi to przyjemność. Czy jest wiatr czy go nie ma – dla mnie jest ważne żeby spędzać czas na wodzie, turystycznie.

I.Ł.: Chciał Pan stworzyć tutaj swoje wodne centrum. Jak to powstawało?

L.Z.: Jak byłem młodym człowiekiem marzyłem o tym by w przyszłości osiąść w takim miejscu gdzie jest duża woda, blisko do przystani, domek. Kiedy tu trafiłem zobaczyłem , że to moje marzenie może tu się spełnić. Widziałem , że można zbudować małą przystań. Okazało się  że nie tylko ja mam takie marzenie, ale jest w Kopicach grupa osób, która też tego chce – by móc trzymać swój sprzęt wodny tutaj, a nie w Stepnicy. Mała przystań na nasze wewnętrzne potrzeby. Wiele osób nie wierzyło, że to się uda. Wpadliśmy na pomysł by założyć stowarzyszenie, które wzięło by na barki tą inicjatywę. I tak powstał Kopicki Sportowy Klub Wodny. Później zaczęły się korowody formalno – prawne. Budowa przystani wymagała wielu procedur, zgód ze względu na to, że są to wewnętrze wody morskie. Pisaliśmy do siedmiu różnych Ministerstw. Zajęło nam to dwa lata. I udało się otrzymać pozwolenie na budowę. Rozmawialiśmy z mieszkańcami, zainteresowanymi zostawianiem sprzętu na temat wkładu własnego, ludzie dawali sprzęt, ciągniki do pracy i tak pracując w czynie społecznym budowaliśmy przystań. Później powstał drugi basen. To jedyna przystań która powstała bez dotacji tylko wkładem własnym.

I.Ł.:  Jak ona funkcjonuje?

L.Z.: Przystań funkcjonuje od 1 maja do 30 września. Dzięki temu, że przystań powstała, zrodziło się grono wodniaków, ludzi pływających, integrujących się, którzy mają poczucie, że jest to nasza wspólna przystań. Dzięki temu Gmina zrobiła drogę, slip, pociągnięto kanalizację. Ogromna poprawa infrastruktury. Społeczność na tym zyskała.

I.Ł.:  Jak długo ona funkcjonuje?

L.Z.: Przystań funkcjonuje od około sześciu lat. Dzięki temu, że powstała mogliśmy pomyśleć o wypożyczalni sprzętu wodnego.

I.Ł.: Trzy lata temu otworzył Pan wypożyczalnię?

L.Z.: Tak, to będzie już czwarty sezon. Kiedy powstała przystań, ludzie przychodzili i pytali, czy jest możliwość skorzystania ze sprzętu wodnego i tak zrodził się pomysł. Doszliśmy do wniosku, że stworzymy wypożyczalnię. Żeby na emeryturze nie siedzieć bezczynnie- założyliśmy działalność i wypożyczalnię- kajak, canoe i rower wodny. Później pojawiły się osoby, które chciały dostać się na drugą stronę brzegu, albo popłynąć na wycieczkę. I wówczas z dofinasowania na rozwój działalności turystycznej udało się dokupić kajaki, by organizować wycieczki kajakowe. Ja dowożę kajaki na miejsce i umawiam się skąd mam je odebrać. Turyści najczęściej spływają rzeką Krępą i Gowienicą. Gowienica jest najbardziej dzika. Jest piękny tor przeszkód utworzonych przez naturę. To nie rekreacja. Sama rzeka jest cudowna. Sama natura i cisza.

W związku z potrzebą organizacji wycieczek i przewozu turystów np. z rowerami, wypożyczalnia wzbogaciła się o bezpieczny katamaran. A obok mamy pole namiotowe z zapleczem sanitarnym i domek letniskowy dla turystów. Przyjeżdżają kapitalni ludzie, pasjonaci, sportowcy, lubiący aktywny wypoczynek, kulturalni. Można poznać fantastyczne osoby.

I.Ł.: Czy zajmuje się Pan jeszcze czymś poza działalnością w Kopicach?

L.Z.: Zajmuję się żeglarstwem morskim, oceanicznym. Zazwyczaj wyruszamy w świat w sezonie tzn. martwym. Pływamy po różnych akwenach dwa razy w roku- końcówka roku i wiosną. Są to rejsy turystyczne, towarzyskie, koleżeńskie, a nie komercyjne. Wymyślam coraz to nowe akweny, by zawsze zwiedzić cos innego. Żeglowaliśmy na dwóch oceanach i został nam tylko Pacyfik. Jednak jest to ogromny koszt ze względu na przelot. Na pokładzie nie zawsze są żeglarze. Załoga ma określone obowiązki, dzielimy się na wachty, sami gotujemy, jesteśmy załogą, wspólnie zwiedzamy, poznajemy okolicę wartą zobaczenia. Są to rejsy żeglarsko- turystyczne.

I.Ł.: Co najbardziej Pan lubi w żeglarstwie?

L.Z.: Najbardziej lubię wachty. Najtrudniejszym elementem jest zrobienie z grupy ludzi – załogi ( dodaje ze śmiechem). Uwielbiam sam proces planowania i przygotowań- wybieranie miejsca, mariny, w którym kierunku popłynąć, w którym kierunku są prądy. To potężna logistyczna praca, której nie widać, a daje ogromną satysfakcję. Gdy prowadzę rejs i to się sprawdza to jestem bardzo szczęśliwy, że wszystko było dobrze przygotowane. Czasami się zdarza, że nie wszytko się sprawdza i nie tylko przez anomalia pogodowe. Wyspy Kanaryjskie uczą pokory. Trzeba przestudiować wszystkie elementy, prognozy i wskazówki, locje. Przez to było dużo ciekawych przygód.

I.Ł.: Wasz najciekawszy rejs?

L.Z.: Ciężko powiedzieć. Każdy jest inny. Wszystkie były fajne. Ale patrząc na rejsy przygodowo- fajne to chyba Karaiby i Seszele. Z punktu widzenia logistycznego to Karaiby. Więcej można było zwiedzić poznać. Pod względem dzikości obszaru, gdzie chciano nam dać dwóch żołnierzy uzbrojonych na pokład w celu obronnym przed piratami to Seszele. Seszele są trudne- słabo oznakowane, kiepskie mapy, trzeba obserwować gdzie są rafy i podwodne skały, jest mało marin. Ale jest pięknie, dziko., więcej natury, ogromne żółwie do których można podejść.

I.Ł.: Pana Marzenie?

L.Z.: Jednym jest by na tym terenie stworzyć ścieżkę edukacyjną między Kopicami i Czarnocinem. By wykorzystać walory przyrodnicze tego terenu. Bezpieczny slip na przystani. A prywatnie opłynąć świat etapami. Wymyśliłem sobie etapy. Taki skromny cichy cel. A także Pacyfik i Polinezja Francuska.

I.Ł.: To ja życzę by się udało i czekam na kolejne zdjęcia.