Krystyna Huisman

Sie 13, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Krystyna Huisman – kolekcjonerka naparstków, podróżniczka, artystyczna dusza. Spotkałyśmy się w domu Pani Krystyny przepełnionym ciepłem, spokojem, piękną przestrzenią i otoczeniem natury.

Krystyna Huisman: To jest oryginalny naparstek ze Stanów Zjednoczonych, dostałam od koleżanki, unikalny, wykonany przez rodowitych mieszkańców Alaski. Mam ich tu bardzo dużo, z różnych miejsc Europy. Tu są z Polski, tu są z napisami, tu metalowe, tu ręcznie robione, Holandia, Skandynawia. Staram się układać krajami, ale nie do końca mi to wychodzi (dodaje z uśmiechem).

Irmina Łachacz: Ma Pani genialne półki na naparstki.

K.H.: Te półki dostałam od mojego brata, który jest stolarzem w Swarzędzu. Kolekcja się rozrastała i już nie miałam miejsca. Ale nie przewidział, że będę miała też takie wysokie, które się tu nie zmieszczą. Dlatego stoją na górze.

I.Ł.: Jak Pani Tu Trafiła?

K.H.:  Urodziłam się w Maszewie. I mieszkam tu z moim mężem Holendrem.

I.Ł.: Od czego zaczęło się zbieranie naparstków? Jak zgromadziła Pani kolekcję? Gdzie był start?

K.H.:  Mój mąż pracował na pogłębiarkach i jeździł po całym świecie. Ja jeździłam razem z nim. Jego siostra w Holandii zbierała naparstki. My bardzo często przywoziliśmy jej naparstki z miejsc, w których byliśmy – ona ma dwa razy większą kolekcję niż moja. Pewnego dnia pomyślałam, że może ja też będę zbierać i od tego się zaczęło, od 2003 roku. Jest w Holandii sklep z naparstkami dla kolekcjonerów, gdzie można pójść i sobie kupić, ale to nie o to chodzi. Fajnie jest otrzymać naparstki w prezencie lub przywieźć je z miejsc, które się odwiedziło. Dawniej kupowało się różne pamiątki z wyjazdów, takie zbieracze kurzu, a naparstki są niedrogie, małe i sprawiają dużo radości. Kiedy zaczęłam zbierać to w Polsce było bardzo trudno je dostać, nie było takiej mody na zbieranie. Kiedyś byłam w Poznaniu i tam była kobieta sprzedająca różne wyroby skórzane. Zapytałam ją: „Czy nie ma Pani naparstka?” Wtedy zrobiła mi taki unikatowy (dodaje z uśmiechem). Kiedyś najwięcej było w Poznaniu, i w takich turystycznych miejscowościach, a teraz już wszędzie można dostać.

I.Ł.: Który był pierwszy?

K.H.: Ojej… dobrze, że wszystko notuję… Od 2000 roku miałam pojedyncze egzemplarze. W maju 2003 roku mąż mi przywiózł mój pierwszy naparstek z Meksyku. Mam swój notesik, w którym zapisuję, kiedy, od kogo, skąd, i jak wygląda. Czy jest z flagą, czy z herbem. Ostatni 743 naparstek dostałam 1 maja. Nie powielają się, mimo tego, że są z tych samych krajów. Mam naparstki z Japonii, Peru, Egiptu czy Maroka. Duży rozstrzał po świecie: Beneluks, Islandia, Norwegia, Emiraty Arabskie, Malezja, Oman, Szwajcaria, Rumunia, Alaska, Madera Nowa Zelandia, Australia, Portugalia, Polska, Holandia, Litwa, Turcja, Kazachstan, Bułgaria, Belgia. Kraje się powtarzają, a naparstki nie.  Teraz interesują mnie bardziej takie nowoczesne, mocniej zdobione. Mam kolekcję z kwiatów, metalowe, szklane. Wymyślają różne ozdoby, jest, z czego wybierać.

Najciekawsze z tego wszystkiego jest mycie ( dodaje ze śmiechem), trzeba wszystko zdjąć i umyć dokładnie. Trochę czasu to zajmuje.

I.Ł.: Ma Pani swój ulubiony?

K.H.: Chyba nie. Ten z Alaski jest ciekawy, jest też jeden od mojego teścia, srebrny z oczkiem z  bursztynu.

I.Ł: Czy był taki naparstek, na którym bardzo Pani zależało, żeby go dostać?

K.H.:  Chciałam naparstek ręcznie robiony. Dla kolekcjonerów są naparstki do zdobycia w katalogach, ale ja aż tak nie jestem w to wciągnięta. Tu gdzieś jest naparstek, który kiedyś się potłukł i moja śp. Mama sklejała go z drobniutkich fragmentów. Tu jest też naparstek z antykwariatu, był drogi, ale jak go wyczyściliśmy to widać, że jest na nim jakiś symbol. Ten, mój wnuczek zdobył w Szkocji… ten jest ciekawy…

(Pani Krystyna pokazuje mi naparstki, o których opowiada, są naprawdę niesamowite.)

Jak się je ogląda dopiero można dostrzec tą różnorodność ozdób. Naparstek, naparstkiem, ale one są zupełnie inne, każdy wyjątkowy, każdy ma coś w sobie i przyciąga wzrok.

I.Ł: Czy miała Pani ochotę przestać?

K.H.: Mi się już nie bardzo chce jeździć po świecie, bo się już najeździłam, ale ta kolekcja jest głównie dzięki prezentom. One bardzo cieszą, za każdym razem. Moja wnuczka szykuje się by kontynuować kolekcję po mnie.

Bardzo się cieszę z tego naparstka z Alaski, bo jest on bardzo wyjątkowy i unikatowy. Nikt takiego nie ma.

I.Ł.: Który rok był u Pani najbardziej owocny w zbiory.

K.H.:  2006, 2007 i 2008 podobnie. Najwięcej w 2008. Dużo ludzi zaczynało wyjeżdżać na wakacje, ja sama dużo podróżowałam. Mamy taką swoją grupę znajomych, z którą podróżujemy i gdziekolwiek nie pojedziemy pobyt zaczyna się od kupienia naparstka.

I.Ł.: Czy miała Pani jakiś wyznaczony cel? By uzbierać określoną liczbę naparstków?

K.H.:  Trochę tak tzn. chciałam gonić moja szwagierkę ( dodaje ze śmiechem), ale nie da rady, oni cały czas podróżują.

I.Ł.: Czy jest naparstek, z którym wiąże się jakaś ciekawa historia?

K.H.:  Ten z moja mamą, Afrykański. Byłam w Afryce dosyć długo. Tak na prawdę każdy ma swoją historię. Ciężko powiedzieć, bo każdy wiąże się z jakimiś emocjami i wspomnieniami. To ciekawe hobby.

I.Ł.: Co daje Pani zbieranie?

K.H.: Dużo satysfakcji, wspomnienia. To taki pamiętnik z miejsc, w których się było. Ta pasja to także kontakt z ludźmi i przede wszystkim radość. U mnie nie ma problemu z prezentem, cieszę się ze wszystkiego.

I.Ł.: Czym jeszcze zajmuje się Pani hobbistycznie poza kolekcjonowaniem?

( Pani Krystyna przyniosła kilka swoich prac).

K.H.: Karteczki, kartki ozdobne, zaproszenia. To też sprawia mi bardzo dużo radości i przyjemności.

I.Ł.: Są piękne! Jak dużo czasu zajmuje Pani zrobienie takiej kartki?

K.H.: Najwięcej czasu zajmuje sam pomysł. Nie lubię powielać czy też odtwarzać prac innych osób, więc szukam inspiracji. Każdą kartkę robię inną. Takie kartki robimy właśnie z dziewczynami, podczas spotkań w naszej grupie „Kreatywne Babki”. Ja bardzo to lubię. Gdy mam pomysł to muszę od razu działać. Na szczęście mój mąż lubi to moje hobby. To mój pierwszy recenzent.

K.H.: Na święta nie lubię wysyłać smsów ani kupować tradycyjnych kartek. Zdecydowanie wolę zrobić sama, wtedy są one niepowtarzalne i wyjątkowe. Ta forma prac rękodzielniczych najbardziej mnie kręci. Uwielbiam te kartki! Wydałam kupę pieniędzy na papiery i ozdoby. Bardzo to lubię. Niektóre prace, zachowałam, nie rozdałam i nie sprzedałam, bo są moje. (Pani Krystyna przyniosła swoje prace z filcu i frywolitki). Chętnie rozdaję swoje prace znajomym i rodzinie. Przyjechała do mnie koleżanka z Holandii i miała na sobie bransoletkę, którą ode mnie dostała. To miłe.

(Pani Krystyna pokazała mi zdjęcia swoich prac. Przepiękne kartki, prace z papieru i nie tylko: dekorowane pudełka, skarpetkowe cudaki, prace z filcu i frywolitki. Wszystkie cudowne.)

I.Ł.: Czego Pani życzyć?

K.H.: Moje marzenia powoli się spełniają. Chyba zdrowia, jak jest zdrowie to można realizować swoje plany i cieszyć się życiem.