Zofia Smuga

Lip 3, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Pani Zofia Smuga, mieszkanka Bagien. Szczęśliwa żona i matka 4 dzieci. Uśmiechnięta, wesoła i skromna kobieta. Zaprosiła
mnie do ciepłego domu i z ogromnym zaangażowaniem opowiadała o swoich pracach.

I.Ł.: Skąd Pani pochodzi?

Z.S.: Pochodzę stąd, tu się urodziłam i wychowałam. Tu poznałam męża i tu budowaliśmy dom, 20 lat. Mieliśmy już 3 dzieci i stwierdziliśmy, że starczy nam tyle i po 9 latach pojawiło się czwarte dziecko. Miejsca było mało. Ja ciągle spędzałam czas z dziećmi. A to szyłam coś, żeby były ubranka do piaskownicy i tak dalej, a mąż pracował na 1,5 etatu. Zrobiliśmy łazienkę i jeszcze jeden pokój. Dzieci podrosły i one chciały by górę zrobić, bo po co taki duży strych. Wiec mąż zrobił i pokój na stychu. Dzieci poszły, a mi zostało tylko sprzątanie (dodaje ze śmiechem).

I.Ł.: Czym się pani zajmuje na co dzień poza dużym domem?

Z.S.: Dziś tylko ogródkiem i spacerami, ze względów zdrowotnych. Kiedyś cały czas było dużo roboty, ze względu na dzieci, tu uczące się, tu wesela, tu ogród, tu kapusta i tak ciągle coś się robiło. Kiedy dzieci nie ma to papierki składam, bo człowiek nauczony, żeby cos robić (dodaje z uśmiechem). To robiłam na szydełku i na drutach.

I.Ł.: Jak długo zajmuje się pani pracami ręcznymi?

Z.S.: To już będzie osiem lat. Robię wszystko co się da w domu i poza domem. Zwijam jeszcze papierki ozdobne w różne kształty. Do niektórych prac potrzebny jest kąt. Praca jest brudna, część prac musi poleżeć , wyschnąć. Potem trzeba je pomalować klejem. Następnie: dodatki, farby, spryskiwacze. Jest tego trochę. Tu mam kartki ozdobne, które zrobiłam.

(Pani Zofia przyniosła kilka materiałów i farb. Pokazała jak rozpyla się farbę z wodą, by był kolorowy efekt. Opowiadała o tym pokazując jak otrzymać dany efekt na pracy)

Tu widać pracę z wełny, którą zrobiłam. Dużo prac fotografowałam i mam je uwiecznione na zdjęciach. Najczęściej swoje prace rozdaję jako prezenty.

I.Ł.: Od czego się zaczęło?

Z.S.: Zaczęło się od zajęć w Domu Kultury w Maszewie. Były organizowane zajęcia w ramach projektów i robiłyśmy z kobietami. Później koleżanka założyła Stowarzyszenie. Spotykałyśmy się i robiłyśmy. Później spotykałyśmy się to tu , to tam, żeby wspólnie popracować.

I.Ł.: Co było Pani pierwszą pracą?:

Z.S.: Zaczęło się od papieru. Nie decoupage, nie malowanie, tylko papier. Jedna z Pań pokazała mi w szpitalu jak to się robi. I tak zaczęłam. Cięłyśmy papier, i składałyśmy. Kiedyś kupowało się bloki, a teraz są już inne sposoby. Kiedyś byłyśmy na wyjeździe i tam kupiłam książkę. Jeździłyśmy w różne miejsca. Raz Kobiety z Koła Gospodyń pokazały nam swoje prace i ich sposób robienia. Wtedy można było się spotkać i wymieniać doświadczenia,  i tak leciało.

I.Ł.: Jak dużo czasu zajmuje zrobienie takiej pracy papierowej?

Z.S.: Różnie. Hostie robiłam 3 tygodnie. Składanie pojedynczych papierków to raz dwa, ale potem to złożyć by wyglądało jak ma wyglądać, to jest czasochłonne. Kilka razy rozkładałam i składałam od początku. Tyle czasu ile byłam poza domem. Nawet pielęgniarka mi pomagała, gdy już wiedziała o co chodzi (dodała z uśmiechem). Tam u niej nauczyłam się robienia jajek papierkiem. Wszędzie można kogoś spotkać i nauczyć się czegoś ciekawego, wartościowego.

A to szyłyśmy, a to robiłyśmy bałwanki, robiłyśmy różne cuda ze skarpet. Tych łabędzi zrobiłam bardzo dużo, a nie mam żadnego. One cieszyły się  największym zainteresowaniem. Tą hostię pożyczano nawet ode mnie na komunie. Musi być jednakowy papier, bo jak jest różny to nie wychodzi tak jak powinno. Kupiłam sobie gilotynkę do cięcia papieru. Trzeba mieć wprawę, bo jak się zacznie krzywo to później krzywo wychodzi. Jak ktoś ma chore stawy to przy tym fajnie ćwiczy się dłonie. Nie jest to takie trudne jak to wygląda.

I.Ł.: Która z prac papierowych zajęła Pani najwięcej czasu?

Z.S.: Chyba te łabędzi i kosze. Dużo robiłam tych bombek i choinkę. Bardzo lubię technikę quillingu. Teraz mamy maszynkę, kwiatuszki się powycina, poskleja i można robić kartki. To robi się łatwiej i przyjemniej niż te karteczki składane. Może wygląda na trudne, ale jest przyjemniejsze. Można oglądać telewizję i robić zerkając co jakiś czas.

I.Ł.: Co Pani najbardziej lubi w tych pracach?

Z.S.: Przede wszystkim dużo spokoju. Ja się przy tym tak dobrze czuję, wyluzuje, zapomnę o kłopotach. To daje mi dużo radości. Mam zajęcie, gdy pada deszcz. Trochę to już trwa, z przerwami.

I.Ł.: Czy miała Pani zamówienia na swoje prace?

Z.S.: Tak, zdarzyło się, że były zamówienia na jajka, bombki, łabędzie, kwiaty… Trzeba włożyć w to trochę pracy i czasu. Do pewnego momentu robię z pamięci, ale są sytuacje gdzie muszę popatrzeć na łączenia czy wykonanie, by wyszło równo, ładnie, dobrze. Znaczenie ma grubość papieru. Robiłam kiedyś sowy, zające.

I.Ł.: Tak jak patrzę na Pani prace to stwierdzam, że trzeba mieć zdolność widzenia przestrzennego.

Z.S.: Jak się coś robi, składa, to widać jak można to połączyć. Albo tak, albo tak…

I.Ł.: Skąd Pani czerpie inspirację?

Z.S.: Jak chcę zrobić coś z wełny to muszę coś widzieć, a z papierków nie . Składam, składam i powstaje. Jak wiem ile jest kartek to policzę sobie i wywijam. Potem Robię ciaśniej by było bardziej stabilnie. Tak to wygląda. Dużo chorowałam i miałam czas by nauczyć się wielu rzeczy. Widzę coś i chcę spróbować. Nie można się samemu zamknąć w domu i robić, najlepiej w grupie. Chciałam się kiedyś nauczyć jak się robi frywolitki, ale jednak jest to za delikatne, nie dla mnie.

I.Ł.: Gdyby ktoś poprosił Panią o poprowadzenie warsztatów, to z czego by je Pani zrobiła najchętniej?

Z.S.: Najchętniej to z papierków (dodaje z uśmiechem). Mam takiego hopla, że nie wiem… jak idę do sklepu to już rozglądam się za papierkami, klejami , ozdobami…

IŁ: Czego mogę Pani życzyć?

Z.S.: Tylko zdrowia

I.Ł.: Tego Pani życzę i dziękuje za rozmowę.

(W trakcie rozmowy Pani Zosia pokazywała mi dużo swoich prac, a także opowiadała i pokazywała mi jak się je wykonuje…. To było bardzo ciekawe doświadczenie i miłe spotkanie)