Wioleta Busa

Wrz 25, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Wioleta Busa sołtys Tarnowa, kobieta otwarta na innych, a zwłaszcza na dzieci. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych. Miałam przyjemność spotkać się z Panią Wioletą w jej domu w Tarnowie.

IŁ: Jakby mogła pani powiedzieć, kim pani jest?

WB: Jestem kobietą, mamą i babcią, która ma marzenia i pragnienia. Jestem osobą, która nie spoczywa na laurach. Coś co wydaje się nieosiągalne próbuje osiągnąć. Nie zawsze się to udaję ale nie poddaję się. Przede wszystkim jestem matką, dla której dzieci są zawsze najważniejsze i na pierwszym miejscu. A społecznie jestem drugą kadencje sołtysem.

Będąc sołtysem wiem, że nie jest łatwo. Jesteśmy trochę zapomnianą wsią. Dużo chciałby człowiek zmienić, ale czy się uda? Kiedy człowiek próbuje i chce coś zmienić – często ma podcinane skrzydła. Wówczas zaczyna brakować już mocy napędowych.

IŁ: Dlaczego pani to robi? Organizuje pani i działa przede wszystkim na rzecz dzieci.

WB: Robię to, bo to kocham, kocham dzieci i sprawia mi to ogromną radość i przyjemność, kiedy widzę jak się cieszą.

IŁ: Od kiedy pani tak działa na rzecz dzieci? Bo rozumiem, że jest to taka wewnętrzna potrzeba.

WB: Jeszcze nie będąc sołtysem pomagałam przy organizacji Mikołajek. Zapytał mnie ówczesny sołtys czy spróbuje coś przygotować. Bardzo się w to wkręciłam i przygotowaliśmy coś niesamowitego. Wychodziliśmy z prób jak na skrzydłach, a dzieci bardzo chętnie brały udział. Miałam wrażenie, że odlecę. Byłam szczęśliwa. To mnie napędza i daje mi motywacje i chęć do działania. Widząc dzieci szczęśliwe i uśmiechnięte podczas zabawa- cieszę się, daje mi to poczucie radości i satysfakcji. Radość którą w nich widzę to energia i siła do działania, a że jestem mamą to dodatkowo mnie to nakręca. To jest mój motor napędowy. Od najmłodszych lat miałam predyspozycje do organizowania działań. W szkole podstawowej byłam przewodniczącą klasy (śmieje się). Chciałabym skończyć dodatkowo resocjalizacje. Chciałabym spróbować pracy z trudną młodzieżą, młodzieżą zagubioną. Odkrywać ich i pomagać odnaleźć się. Marzenia są od tego by je spełniać, wiec jestem dobrej myśli. Moje dzieci mówią, że dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Mam lęk wysokości i to bym chciała pokonać, chlałabym przejechać się diabelskim młynem. Może znajdzie się osoba która wsiądzie ze mną i wytrzyma moje krzyki (śmieje się).

IŁ: Co pani lubi w pracy społecznej?

WB: Najbardziej mnie nakręca współpraca z dziećmi, fajnie by było móc tak samo pracować z dorosłymi, z rodzicami (śmieje się). Niestety nie wszyscy są chętni do współpracy. Mam grono osób, które jest zawsze i chętnie pomaga. Ludzie na których zawsze można liczyć i to jest moje szczęście. Jeszcze rok się nie skończył, a ja mam pomysły i plany na kolejny. Są jeszcze ludzie którzy chcą pomagać. Współpracujemy z stowarzyszeniem Motokorba, którzy przyjeżdżają do nas na nasze imprezy i wszyscy mają dużo radości. Musi się chcieć. Jak się nie chce to nic się nie zdziała.

IŁ: Co się pani udało zrobić i z czego jest pani zadowolona?

WB: Świetlica, którą udało się dokończyć. Dzięki temu mamy miejsce do zajęć. Działa świetlica środowiska- są tu prowadzone zajęcia dla dzieci, a także organizujemy imprezy okolicznościowe. Stworzyliśmy boisko do siatkówki, zakupiliśmy słupki i siatkę. Mamy kosiarkę. Wyjeżdżamy z dziećmi w czasie wakacji i ferii zimowych do Domu Kultury w Maszewie. W sierpniu będzie organizowany wyjazd nad morze i festyn, w którym bierzemy aktywny udział. Wspólnie z Marleną Mełech napisałyśmy prośbę do IKEA o wyposażenie świetlicy i udało się nam otrzymać meble. Moim  marzeniem jest stworzyć plac zabaw. Mamy tu na miejscu plac zabaw ale chciałabym go rozbudować i odremontować, zamienić na bardziej wytrzymałe urządzenia. Widziałam bym tam, także wiatkę by można było schować się w deszczowe dni, a także przydałby się tam prąd. Mam dużo marzeń i pragnień.

IŁ: Co jest trudnego w pracy społecznej na rzecz ludzi?

WB: Próba integracji, chyba to. Żeby zintegrować mieszkańców to nie lada zadanie, tym bardziej że zdarzają się miedzy nimi konflikty i nieporozumienia. Czasem ciężko jest wyciągnąć ich z domów. Przykre są komentarze ludzi. Kiedyś udało mi się załatwić sponsora. Dostaliśmy środki na zakup napojów, kiełbasek itd. Zorganizowaliśmy akcje sprzątania świata zakończoną ognikiem. Dzieci się napracowały z nami przy zbieraniu śmieci- było bardzo dużo zebranych worków. Kilka dni później widzimy, że w parku znów ktoś rozwalił śmieci i jest ogromny bałagan. Przykre jest to, że nie wszyscy ludzie potrafią uszanować i docenić czyjąś prace i starania.

IŁ: Co pani lubi w ludziach?

WB: Chyba łatwiej będzie mi zacząć od tego czego nie lubię ( śmieje się). Wychodzę z założenia, że jeśli mam coś komuś powiedzieć- mówię to bezpośrednio do tej osoby. Nie lubię zakłamania i obłudy. Cenie w ludziach szczerość. Mam ludzi na których zawsze mogę polegać, które nie odmówią pomocy.

IŁ: Jak panią postrzegają dzieci?

WB: Bardzo chętnie ze mną współpracują. Ważne jest to by z dziećmi umieć rozmawiać, trzeba umieć je podejść. Chyba tu w Tarnowie nie ma dziecka, z którym nie umiałabym się dogadać i zachęcić do zabawy. One niekiedy podchodzą z dystansem ale jak już w coś wejdą to jestem szczęśliwa, bo widzę ich zadowolenie. Ja chyba mam to w sobie. Łatwiej nawiązać kontakt z dzieckiem niż z dorosłym. Jaka Ty jesteś dla dzieci i drugiego człowieka, tacy oni są dla Ciebie. Są ludzie dobrej woli, którzy chcą współpracować. Szukanie sponsorów też nie jest łatwe. Ale się nie poddaje i szukam i działam. Cała ta moja przygoda z sołtysowaniem i praca społeczna jest chyba dzięki dzieciom.

IŁ: Pani marzenie?

WB: Marzę by skończyć resocjalizacje, stworzyć piękny plac zabaw- o i znów myślę o sołectwie (śmieje się). Wiata pod którą można się bawić, fajne Dni Kobiet- takie z prawdziwego zdarzenia, gdzie będą mogli włączyć się mężczyźni- w organizację oczywiście (uśmiecha się), by przygotować babski dzień. Jeśli nie spróbuje to się nie dowiem.

Wiem, że następni sołtysi będą kontynuować to co zaczęłam. To że jesteśmy małą mieściną i trochę zapomnianą, to nie zmiana faktu że jesteśmy i że warto o nas pamiętać, bo potrafimy się odwdzięczyć. Mam nadzieję że pojawi się też nowy motor, który pomoże ruszyć to dalej. Nie można tracić nadziei – mówi się, że nadzieje umiera ostatnia ( uśmiecha się).

IŁ: Czego pani życzyć?

WB: Wytrwałości i zdrowia – tych dwóch rzeczy, które się przydadzą. Wytrwałość i cierpliwość to co jest bardzo potrzebne.

IŁ: tego pani życzę i bardzo dziękuję za spotkanie.