Stanisław Lewenko

Wrz 25, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Pana Stanisława Lewenko poznałam przy okazji wizyty u Pani sołtys w Tarnowie. To małe sołectwo w gminie Maszewo. Pan Stanisław jest osobą uśmiechniętą, towarzyską, sympatyczną i znaną u siebie ze swoich prac i zainteresowań rzeźbiarskich.

IŁ: Skąd pan pochodzi? Czy jest pan związany z tym miejscem od zawsze?

SL: Pochodzę z Budna i z tą miejscowością jestem związany. Trochę wędrowaliśmy – przeprowadziłem się z żoną do Mostów, a po 9 latach wróciliśmy do Tarnowa i tu mieszkamy już 20 lat (uśmiecha się). Jestem obecnie emerytem, z zawodu rybakiem śródlądowym. Zajmowałem się różnymi rzeczami. Pracowałem w kombinacie rolnym, w fabryce okien, zajmowałem się stolarką drewnianą, a także przy produkcji drewnianych schodów.

IŁ: Hobbystycznie pan rzeźbi. Co sprawiło, że pan zaczął?

SL: Zaczęło się w wojsku. Kolega miał taką pasję i potrzebował pomocnika. Zainteresowałam się tym . To było w latach 1974-1976. Przyjechałem do domu rodzinnego i zacząłem bawić się w  korzenioplastykę. Kupowałem, kable, żarówki i z korzeni kombinowałem lampy i rzeźby. Znajdowałem ładny korzeń i już widziałem co można z niego stworzyć. Spotkałem kolegów, którzy robili płaskorzeźby w korze topoli i też spróbowałem. Nie miałem dłuta więc wszystko robiłem scyzorykiem. Kiedyś była organizowana wystawa prac rzeźbiarzy nieprofesjonalnych na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. Tam zawiozłem pierwszą swoją prace – takie rzeźbione dziwadła. Diabła robionego scyzorykiem i węża , który sam mi wyszedł.. Ku mojemu zaskoczeniu udało mi się otrzymać nagrodę rzeczową w postaci czeskich dłut. Ale nie używałem ich  przez około rok, bo nie wiedziałem jak ( śmieje się). Zaproszono mnie na plener rzeźbiarski do Kamienia Pomorskiego. Tam dostaliśmy duże dłuta by móc robić duże formy- moimi małymi to bym chyba 5 lat dłubał (śmieje się). Zapoznałem kolegów, poznałem techniki pracy dłutem, ostrzenia dłuta. Byłem na kilku takich plenerach i się dużo nauczyłem. Plenery trwały po 2 tygodnie. Dopracowałem swój styl i model pracy. Sam do tego dochodziłem. Jeśli chodzi o sowy, kijanki czy węże.

IŁ: Co najbardziej pan lubi rzeźbić?

SL: Lubię węże. Najlepiej jak się znajdzie kawałek konara który ma odgałęzienia, by wąż był jak najbardziej skręcony. Sprawia największą trudność ale daje największą satysfakcje. Rzeźbię najwięcej w okresie jesienno – zimowym. Latem mniej. Wykorzystuję drewno lipowe, które u mnie sezonuje i czeka długo na swój czas. Mam kawałki, które leżą nawet 20 lat. Drewno trzeba też odpowiednio przygotować. Odczekać swoje by wyschło i nabrało odpowiedniej miękkości.

IŁ: Co pan najlepiej lubi w rzeźbieniu co panu daje?

SL: Satysfakcję ,wzmacnia poczuje wartości. Cieszę się jeśli komuś podobają się prace. Tego nie przelicza się na pieniądze. Prace się robi głównie dla siebie czy dla rodziny , znajomych. Był czas, że mogłem zarobić na swoich pracach. Udawało się sprzedać coś podczas plenerów, ale nie zawsze chodzi o pieniądze. Teraz już takich plenerów nie ma.

IŁ: Co jest fajniejsze proces tworzenia czy efekt końcowy?

SL: Proces tworzenia jest bardzo ciekawy, człowiek zaczyna coś robić, zaplanuje, rozpocznie i tworzy. Nieraz zaczynam pracę i odkładam na później – taka praca leży dwa – trzy tygodnie i wracam do niej. Kiedy się siada ponownie czasem wychodzi zupełnie cos innego niż pierwotnie sobie zaplanowałem. Wówczas jest ogromna satysfakcja z tego co się robi, że coś jednak z tego wyszło (śmieje się). Jestem dumny z każdej mojej rzeźby.

Pan Stanisław pokazuje mi część swoich dzieł. Są przeróżne prace- ptaki, diabły, węże, kijanki, płaskorzeźby…

IŁ Ile czasu zajmuje Panu zrobienie takiej rzeźby?

SL: To zależy. Prostego węża robi się około 20 godzin bez przerwy.

IŁ: To sporo

SL: Tak, sporo. Dużo czasu zajmują elementy ozdobne, te wykończeniowe, szczegóły. U sów np. upierzenie, piórka. To zależy od pniaka, jak się zrobi. Jest trochę dłubania. Praktyka czyni mistrza, im więcej się zrobi to więcej wprawy się nabiera. Człowiek rodzi się z talentem, ale jak nie dostanie impulsu do działania, to nawet nie będzie wiedział, że ten talent ma. Trzeba mieć dużo cierpliwości, on się odradza w człowieku. Trzeba go obudzić w sobie.

IŁ: Gdzie pan wystawiał swoje prace?

SL: Najczęściej na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. Na plenerach rzeźbiarskich, także się pokazywało swoje prace. Każda prace jest inna. Mam zasadę, że nie naśladuje prac innych rzeźbiarzy. To nie jest tak, że rzeźbiarz zrobi wszystko. Każdy ma swój styl wypracowany, coś w czym się specjalizuje. Kiedy ktoś mnie prosi bym zrobił rzeźbę której nigdy nie robiłem i to nie czuję tego motywu, to nie podejmuje się. Każdy ma swój temat. Moje prace poza Polską są i w Kanadzie i w Skandynawii. Ludzie przyjeżdżając na plenery kupują rzeźby sobie, lub komuś .

IŁ: Czy prowadził pan kiedyś zajęcia dla dzieci?

SL: Kiedyś próbowałem w klubach wiejskich prowadzić takie zajęcia. Niestety nie wszystkie miały cierpliwość do tego. Przygotowałem korę, dłutka, dzieci przynosiły mydełka czy ziemniaki. Żeby pokazać im technikę i jak można się tym bawić. Przez dwa tygodnie przychodziły, a później ubywało, ubywało. Chcieli od razu zrobić rzeźbę, a to tak nie działa. Trzeba czasu i cierpliwości. Człowiek cały czas się uczy.

Teraz mało kto wspiera sztukę ludową i amatorską. Nazywają nas rzeźbiarzami nieprofesjonalnymi. Jednak cieszy mnie to, że jesteśmy amatorami, a potrafimy zrobić coś dobrego nie kończąc szkół plastycznych czy Akadami Sztuk Pięknych.

IŁ: Ile pan prac zrobił, jeśli da się to policzyć?

SL: Ciężko powiedzieć ale myślę ze około 300 rzeźb wykonałem. W domu mam około 30, a reszta w świecie. Dawanie sprawia przyjemność. Jest wesoło kiedy się tworzy, satysfakcja z tworzenia i efektu końcowego.

IŁ: Jaki jest Pan przepis na dobra rzeźbę? Co jest potrzebne?

SL: Materiał, dobry pomysł, ostre dłuta, cierpliwość i serce włożone w prace.

IŁ: Czego panu życzyć?

SL: Zdrowia i długich lat życia by można było zrobić więcej prac (śmieje się). Im więcej się zostawi po sobie tym dłuższa pamięć po nas zostanie.

IŁ: Dziękuje Panu za spotkanie.