Paulina Bartoszewicz

Kwi 24, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Pochodzi z Goleniowa. Jest pedagogiem specjalnym w szkole podstawowej, a prywatnie – żona i lokalna mistrzyni w pieczeniu ciast i tortów.

Irmina Łachacz: Kiedy Pani zaczęła piec ciasta i robić torty?

Paulina Bartoszewicz: Chyba jak się tu przeprowadziłam. Tak, osiem lat temu.

I.Ł.: Co było impulsem?

P.B.: Matura (dodaje z uśmiechem). Stres przed maturą. Zawsze lubiłam słodkości, to moja słabość, którą mam do tej pory. Zawsze przyciągały mój wzrok zdjęcia z pięknymi tortami i ciastami. Przed maturą zaczęłam robić ciasta, rozładowywać w ten sposób swoje emocje i napięcie. To był początek. Pierwsze ciasto, drugie i do tej pory. Ogólnie robię wszystko co słodkie i kształcę się jako cukiernik. Najpierw same torty, różne smaki, kolory, różne kombinacje, a potem doszedł warsztat manualny by móc je ozdabiać. Od jakiegoś czasu pracuję z masą lukrową i wykonują ozdoby. Ta myszka miki jest zrobiona przeze mnie… Od początku kombinowałam, nie lubiłam zwykłych ciast. Dodawałam różne składniki by zrobić coś innego, ale dziś wracam do podstawowych ciast.

I.Ł.: Czy na początku korzystała pani z przepisów?

P.B.: Tak na początku pracowałam z przepisami. Ale z czasem nabierałam wprawy i doświadczenia, kombinowałam i faktycznie większość ciast i tortów robię z głowy, kombinuje na oko. Moje ulubione to beza i sernik gotowany mojej siostry.

I.Ł.: Ile czasu zajmuje zrobienie tortu?

P.B.: To zależy jaki. Zazwyczaj rozkładam sobie tą pracę na kilka dni. Jednego dnia przygotowuje biszkopt i masy, które musza się schłodzić. Owoce, które musza się schłodzić. Myślę, że tak około 6 godzin z pieczeniem i układaniem wszystkiego, łączeniem warstw. Ozdoby i dodatki robię wcześniej. Torty są ciężkie, bo są robione na naturalnych składnikach. Owoce, mascarpone, śmietana. Nie ma sztuczności.

I.Ł.: Który tort wykonywała Pani najdłużej?

P.B.: Mój weselny. Sama robiłam trzypiętrowy tort. Zajął mi najwięcej czasu i kosztował mnie dużo stresu. Biszkopty przełożone kremem z owocami i ozdobiony kwiatami. Był inny (dodaje z uśmiechem). Trochę tych tortów i ciast robię. W miesiącu około 20. Ale już powoli zwalniam tempo. Jest to ciężka praca. Torty z figurką są wymagające. O sam tort się nie boje czy wyjdzie, ale najbardziej o  ozdobniki i przystrojenie figurkami, wykończenie manualne.

I.Ł.: Czy robiła pani kiedyś ciasto na zamówienie?

P.B.: Tak. Pierwsze dla koleżanki mojej mamy. To był tort pomarańczowy. Najczęściej robię torty i ciasta dla rodziny i w domu, czasem dla koleżanek jak poproszą.

I.Ł.: Jaki był najciekawszy tort który Pani robiła?

P.B.: Zawsze lubiłam i lubię robić torty i ciasta dla dzieci. One są kolorowe, takie dziecięce, bajkowe. Można puścić wodze fantazji.

I.Ł.: Czy jest jakiś tort z którego była Pani bardzo zadowolona?

P.B.: Tak, nawet to było niedawno. Zrobiłam do kawy torcik. To był taki najedzony leżący jednorożec. Prosty, niefantazyjny. Ale bardzo mi się podobał i smakował.

I.Ł.: Co jest najtrudniejsze?

P.B.: Nie robię jeszcze (na szczęście) tortów 3D. Jeżdżę na szkolenia, ale one są bardzo pracochłonne i jeszcze poza szkoleniami nie próbowałam. Jeśli miałabym więcej czasu to chętnie spróbuje. Szkolenia mam blisko w Goleniowie. Jest ich tu bardzo dużo. Spotykają się dziewczyny, które robią torty i przyjeżdża dziewczyna spod Krakowa – Mistrzyni w cukiernictwie – i robimy od podstaw torty 3D. Na szkoleniu dostajemy biszkopt gotowy i kremy, także są już wcześniej przygotowane. Z tych gotowych materiałów pracujemy nad zrobieniem jednego tortu około 11-12godzin. Jest to bardzo czasochłonne i jest przy tym dużo pracy. Do tortów piętrowych wykorzystuje się specjalne rurki, które podtrzymują każde piętro. Kiedyś jak patrzyłam na te wszystkie piękne torty, a zwłaszcza ich ozdoby figurki – mówiłam, że nie ma opcji bym kiedyś to robiła, to jest za trudne, a ja nie mam zdolności plastycznych do takiej roboty. Jednak raz spróbowałam – zrobiłam minionka – wyszedł grubasek, ale później już poszło. Tą myszkę robiłam 1,5 godziny.

I.Ł.: Najtrudniejsza figurka, która Pani zrobiła?

P.B.: Chyba ta Mini. Jestem dość zawzięta osoba, jak mi raz nie wyszła to jeszcze raz próbowałam, aż się udało. Chciałabym się zapisać na szkolenie z ludzkich postaci , bo one są zdecydowanie trudniejsze i bardziej skomplikowane.

I.Ł.: Czy jak coś się nie uda podczas robienia to można to naprawić?

P.B.: Tak, jest to bardzo plastyczne, jednak kiedy zastygnie już nic z tym nie zrobię. Chyba, że jak coś odpadnie to dokleić. Materiały niestety są drogie, masa, barwniki do kolorowania. To trochę taka skarbonka. Ile czasu już to robię, ciągle coś dokupuje i ciągle czegoś brakuje.

I.Ł.: Najciekawsze szkolenie na którym Pani była?

P.B.: W zeszłym roku uczestniczyłam w szkoleniu tortów 3D. Robiłam siedzącego misia. Było ciężko. Po szkoleniu wszystko mnie bolało, ale było warto, bo dużo się nauczyłam.

I.Ł.: Czy dzieli się Pani swoja wiedzą z innymi?

P.B.: Tak, koleżanki pytają mnie o przepisy, składnik i- chętnie pomagam i podpowiadam. Wiadomo, że każdemu czasem coś wyjdzie, czasem nie – dużo zależy od piekarnika. Ale pytają „dlaczego Tobie wyszła taka beza, a mi nie?”. Prowadziłam warsztaty dla koleżanki – ozdabiałyśmy pierniczki z dziećmi na święta.

I.Ł.: Domownicy Pani pomagają?

P.B.: Nie, nie lubię jak mi się pomaga. Mój mąż mi pomaga w sprzątaniu – to bardzo duża pomoc. Mój mąż wie, że jak robię tort to potrzebuje skupienia i się nie odzywa i nie podchodzi (dodaje ze śmiechem).

I.Ł.: Co daje Pani robienie ciast?

P.B.: To takie pozbycie się stresu. Mój mąż mówi że jestem od tego uzależniona. Jak nie zrobię przez kilka dni ciasta to coś jest nie tak (dodaje ze śmiechem). To takie odstresowanie, chociaż jest stres przy robieniu tortu, bo nieraz patrzę i zastanawiam się czy wyszło. Okazuje się że jest wszystko dobrze, a ja się nadenerwuje niepotrzebnie.

I.Ł.: Jakie jest Panie cukiernicze marzenie?

P.B.: Kiedyś marzyłam o swojej kawiarni. Teraz z wiekiem chyba wolałabym, aby to zamiłowanie do pieczenia zostało tylko moim hobby. Do tego trzeba mieć serce.