Marlena Mełech

Sie 24, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Pani Marlena Mełech, uśmiechnięta, skromna, otwarta kobieta z ogromnym sercem dla dzieci. Szczęśliwa matka i nauczycielka w przedszkolu oraz w świetlicy środowiskowej. Słyszałam dużo o jej zaangażowaniu w realizację działań dla najmłodszych i chciałam poznać Panią Marlenę osobiście.

Irmina Łachacz: Skąd Pani Pochodzi.

Marlena Mełech: Pochodzę z Rożnowa. Pracuję od dwóch lat w przedszkolu w Maszewie. Młodo wyszłam za mąż, bo mając 18 lat urodziłam dziecko. Odkąd pamiętam chciałam być nauczycielką i  pracować z małymi dziećmi. Ale życie potoczyło się trochę inaczej. Zaczęłam od drugiej strony – od rodziny i pracy by w tamtym momencie móc pozwolić sobie na realizację marzeń i pasji. Skończyłam moje wymarzone studia i dostałam się do pracy do przedszkola. Uwielbiam wszelkie działania i  wydarzenia związane z dziećmi, w tym organizacja i przygotowywanie zabaw dla dzieci np. Dzień Dziecka. Ja zawsze byłam i jestem chętna do działania. Staramy się robić jak najwięcej swoimi siłami. Często pozyskujemy sponsorów.

I. Ł.: Gdzie najczęściej Pani działa?

M. M.: Głównie u mnie w sołectwie. Jestem w Radzie Sołeckiej i staram się wspierać Panią Sołtys. W Tarnowie jestem opiekunem na świetlicy i z panią Wioletą też cały czas coś robimy dla dzieci. Czy to jasełka w świetlicy, czy dzień dziecka. Bawimy się, gotujemy.

I. Ł.: Od czego się zaczęło?

M. M.: Od zawsze chciałam pracować z dziećmi. Od zawsze miałam w sobie to poczucie, że pójdę na studia i będę pracować z małymi dziećmi w przedszkolu. Pracując w poprzedniej firmie, realizowałam działania aktywizujące ze środków pozyskanych z Lokalnej Grupy Działania, Stowarzyszenia Szanse Bezdroży. Robiłam projekty na terenach wiejskich dla dzieci. W Darżu i Rożnowie. Prowadziłam zajęcia na sali. Tam trzeba było zaproponować swój pomysł. Robiłam coś z niczego, kartki świąteczne i  okolicznościowe, a także wiele, wiele innych rzeczy. Chciałam to robić.

I. Ł.: Co daje Pani praca na rzecz najmłodszych i praca z nimi?

M. M.: Daje mi to ogromną radość, że mogłam zrobić coś dla dzieci, że im się to podobało, że są uśmiechnięte. Daje mi to ogromną satysfakcje z tego, że są zadowolone. Paczka to paczka, a jak się zrobi dzieciom zajęcia, zabawy, animacje to dzieci są bardzo szczęśliwe.

I. Ł.: Dlaczego Pani to robi?

M. M.: Bo to mi sprawia przyjemność. Czasem chciałabym posiedzieć w domu, bo prywatnie uwielbiam czytać książki, ale jednocześnie mam coś takiego w sobie, że nie usiedzę i chcę zdziałać coś dla innych, dla dzieci. Czuję, że dzieci mnie lubią. Przybiegają do mnie, rozmawiają ze mną. Nie chciałam iść na studia, które zapewniłyby mi później satysfakcje finansową. Ja chciałam iść na pedagogikę by móc pracować z najmłodszymi. Kiedy mój mąż mnie zobaczył jak byłam otoczona swoimi podopiecznymi, to powiedział, że już wie, dlaczego to robię.

I. Ł.: Jakie zajęcia lubi Pani prowadzić?

M. M.: Lubię zajęcia plastyczne. Gramy w gry. W świetlicy wykorzystujemy przedmioty niekonwencjonalne. Zabawy sportowe. Ale nie zawsze coś robimy, bo to też jest czas dla nich, by porozmawiać i wspólnie spędzić czas. Dzieci chętnie mi pomagają w strojeniu sali. Odrysowują i  wycinają ze mną. Dzieci chętnie przychodziły na świetlicę, bo wiedziały, że coś się będzie działo. Coś z niczego. Lubię zbierać różne przedmioty i materiały, bo wszystko do czegoś się przyda na zajęcia. Jak widzę rolkę to widzę już oczami nauczycielki, na ile sposobów będzie można ją wykorzystać.

I. Ł.: Co najbardziej lubi Pani w pracy z dziećmi?

M. M.: Tą ich otwartość, emocje. Przytulą się, popłaczą, a za chwilę znów się cieszą. Taka dziecięca szczerość. To jest miłe i to utwierdza mnie w tym, że uwielbiam to co robię.

I. Ł.: Co Panią odstresowuje i relaksuje? Jak Pani odpoczywa?

M. M.: Zakładam słuchawki i idę do ogrodu. Uwielbiam muzykę i prace w ogrodzie, a także książki. Zimą papierkowe rękodzieło i książka. Lubię dłubać, zwijać ścinki papieru, robić ozdoby choinkowe i inne ozdoby okolicznościowe. Moja mama też lubi takie rzeczy, więc mam to po niej ( dodaje z uśmiechem). Wiele fajnych rzeczy chciałoby się zrobić. Nowe pomysły na zajęcia, ale niestety nie na wszystko są środki. Praca z dziećmi daje mi satysfakcję i nie widzę się w innym zawodzie.

I. Ł.: Pani marzenie?

M. M.: Podróże… I możliwość dalszego rozwijania się w zakresie pedagogiki. Moim największym marzeniem było pracować z dziećmi w przedszkolu i je udało się już spełnić. Moim zdaniem trzeba mieć marzenia, by móc się rozwijać. Bez marzeń nie ma przyszłości i szczęśliwego życia. Jak nie ma się pasji to podobnie. Odkrywać świat i rozwijać się.

I. Ł.: Czego Pani życzyć?

M. M.: Sukcesów w dalszym rozwoju i życiu zawodowym.