Janina Ambroszczak

Sie 27, 2018 w Aktualności

Pani Janina Ambroszczak skromna kobieta o niezwykłych zdolnościach i dużych pokładach cierpliwości. Mieszka w Przytulnym mieszkaniu w Czarnogłowach. Usiadłyśmy w ogrodzie przy herbacie w towarzystwie kota. Cisza i spokój otoczenia nadał miejscu spotkania magiczną atmosferę.

Irmina Łachacz: Skąd Pani pochodzi?

Janina Androszczak: Pochodzę z małej miejscowości obok Nowogardu – Jarchlina. Przyjechałam tu do Czarnogłów w 1971 roku, do mamy po śmierci mojego ojca. Tu poznałam męża i zostałam. Przeżyliśmy razem 31 lat i mamy fantastyczną czwórkę dzieci.

I. Ł.: Czym się Pani zajmuje, na co dzień?

J. A.: Obecnie jestem na emeryturze i pomagam zajmować się osobą niepełnosprawną. A poza pracą dłubię na szydełku albo robię na drutach.

I. Ł.: Jak długo robi Pani na szydełku?

J. A.: Od czwartej klasy szkoły podstawowej. Nauczyłam się od starszej ode mnie koleżanki. Ona robiła obrus na szydełku i bardzo mi się spodobało. Powiedziałam tacie żeby kupił mi szydełko i nici – niby były potrzebne do szkoły, trochę go oszukałam (dodaje ze śmiechem). Kupił mi szydełko, nici, i  zaczęłam robić. Przyglądałam się jej pracy i w jaki sposób szydełkuje. W końcu koleżanka wytłumaczyła mi jak zaczynać, a jak kończyć i poszło. Inne wzory to już z książeczek i gazetek. Tak samo było z drutami. W szkole nauczyłam się jak robić prawe i lewe oczka, a wzory to już sama. Trochę mi pomogła mama, kiedy tu przyjechałam, wytłumaczyła to, czego nie wiedziałam.

I. Ł.: Dużo prac zrobiła Pani w swoim życiu?

J. A.: Tak, sporo. Bardzo dużo porozdawałam w prezentach. Sobie zostawiłam niewiele prac. Najczęściej robiłam na prezenty – urodziny, imieniny.

I. Ł.: Czego było więcej? Drutów czy szydełka?

J. A.: Jednego i drugiego chyba tyle samo. Na drutach najczęściej robiłam swetry sobie i dzieciom, a na szydełku serwetki, obrusy i bieżniki. Moje dzieci nie lubią szydełkować, bo za dużo pracy jest przy tym (dodaje ze śmiechem). Najbardziej jednak chyba lubię siedzieć przy szydełku. Zrobiłam dwa duże obrusy, na okrągły stolik. Siedziałam nad tym tylko wieczorami. Lubię to.

I. Ł.: Czy jest jakaś praca, która zapadła Pani bardzo w pamięci, z której jest Pani bardzo dumna?

J. A.: Trudno powiedzieć. Wszystkie są ładne. Jak ktoś jest zadowolony i komuś się podoba to się cieszę. Podczas robienia nie mówię nic, wyłączam się, nie słyszę nawet telewizora. Mąż się zawsze denerwował, że się nie odzywam (śmieje się), reagowałam tylko na dzieci. Najwięcej prac robi się zimą i jesienią. Niestety oczy się psują i nie mogę już tak długo siedzieć. Najdłużej robiłam obrus w róże. Zajęło mi to dwa, trzy miesiące. Robiłam go tylko wieczorami, ale czas leciał.

I. Ł.: Co najczęściej robiła Pani na drutach?

J. A.: Najczęściej swetry dzieciom, dziewczynkom, spódnice, sukienki. Teraz wnuczce zrobiłam sukieneczkę i spódniczkę na szelkach. Bardzo jej się podobały. Wzory wyszły bardzo ładne. W dzień nie ma czasu na szydełko, bo to jest czas na prace domowe i pracę, a wieczorami można szydełkować. Niestety teraz dzieci nie chcą chodzić w ręcznie robionych rzeczach. Wolą kupne. A są takie piękne wzory.

I. Ł.: Co robi Pani Poza szydełkiem?

J. A.: Spotykam się z koleżankami i ogród. Bardzo lubię siedzieć w ogrodzie. Zbieram zioła. Zioła tylko dla siebie, na swoje potrzeby. Bardzo lubię zbierać na herbatki. Bardzo chciałabym się nauczyć robić frywolitki. Próbowałam sama z Internetem, ale nie wychodziło mi. Z koleżankami jeździmy rowerami. Kiedyś na dożynki robiłam mapę Gminy Przybiernów wyklejaną naturalnie z kaszy. Bardzo ładnie wyszło. Robiłam także stroiki świąteczne i okazjonalne.

Pani Janina poszła po swoje prace. Przepiękne wzorzyste szydełkowe oraz nietuzinkowe ozdoby świąteczne – prace okazjonalne. Pokazywała mi także zdjęcia swoich prac, które wykonała wcześniej, wszystkie wspaniałe.

I. Ł.: Trzeba się przy tym trochę nadłubać. To jest ciężka praca!

J. A.: Trochę tak, trzeba liczyć oczka by się nie pogubić.

Pani Janina pokazała mi sekretne tajniki szydełkowania. Tłumaczyła mi jak to się robi, w jaki sposób można wykonać to i owo, jak przyłożyć szydełko, a także, w jaki sposób zakończyć, tak, aby efekt był trwały. Byłam pod ogromnym wrażeniem. To było niesamowite doświadczenie.

J. A.: Teraz dzieci nie chcą robić, nie mają tyle cierpliwości i nie jest to łatwe.

I. Ł.: Ale Pani, jako dziecko chciała i się nauczyła.

J. A.: Tak, ja to lubiłam i lubię do dziś, podobało mi się, interesowało mnie krawiectwo. Daje mi to spokój. Kiedy się denerwuję, stresuję to łapię za szydełko. Teraz syn wyjechał to i z nudów robię. To mnie bardzo uspokaja. To taka chwila dla mnie. Nie słyszę nic, skupiam się na oczkach. Kilka razy się zdarzyło, że pomyślałam o czymś innym i przeleciałam oczka i trzeba było pruć i zaczynać od początku. Mam problemy ze stawami od pracy, ale kiedy siadam do drutów czy szydełka to wszystko się rozluźnia.

I. Ł.: Skąd czerpie Pani inspirację?

J. A.: Z książek, gazetek z robótkami, czasami nawet z internetu. Interesują mnie także rośliny, ale niestety podłoże w moim ogródku jest bardzo piaszczyste.

I. Ł.: Czego można Pani życzyć?

J. A.: Nie mam takich wielkich marzeń. A życzyć można zdrowia, bo z nim jest różnie.

I. Ł.: Dziękuję Pani za rozmowę.