Elwira Wielgorz

Mar 22, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Prawie na końcu wsi, z dala od ulicznego zgiełku, w otoczeniu przyrody i spokoju, mieszka Pani Elwira wraz z rodziną. Kiedy weszłam do mieszkania czuć było zapach farby. „Przemalowałam przedpokój”… Wewnątrz przestrzennego salonu z kominkiem panuje rodzinna i ciepła atmosfera, a wokół dużo prac wykonanych ręcznie.

Pani Elwira zaczęła pokazywać mi swoje prace. Ozdoby które wykonała ze wstążek na komunie, kielichy, kwiatki, malowidła na ścianach dzieci, serwetka robiona na szydełku.

Elwira Wielgorz: To jest praca rozpoczęta, na stół.

Irmina Łachacz: Jak długo Pani to robi?

E.W.: To zależy. Ostatnie trzy dni nic nie robiłam, bo malowałam sama przedpokój pędzlem, bez wałka (dodaje z uśmiechem). Stwierdziłam, że mam dosyć tych kolorów i szybko zmieniłam. Tu jest moja pracownia. Moje wszystkie drobiazgi. Moja i syna gitara – czasem sobie pogrywamy. Stos materiałów.

I.Ł.: Pani szyje?

E.W.: Szyje, robię na drutach, na szydełku. Maluje, ozdabiam, wszystko. To uszyłam sama, kiedy miałam 11 lat. Moje pierwsze szycie na maszynie. Poduszka, która ma dla mnie dużą wartość.

I.Ł.: Jak Pani trafiła do Krępska?

E.W.: Mieszkałam i wychowywałam się w Żabinie koło Wierzchowia, a od 17 roku życia w Złocieńcu, później przeprowadziłam się do Szczecina, gdzie mieszkałam 4 lata. A tu w Krępsku się wybudowaliśmy. Do Szczecina trafiłam z miłości. Poznałam męża i się przeniosłam. Z mężem nie chcieliśmy mieszkać w mieście i wiedzieliśmy, że przeniesiemy się na wieś. Dom powstał w rok. Bardzo szybko. Tak na co dzień jestem mediatorem sądowym. Uczę się na kierunku terapia zajęciowa, a obecnie jestem na urlopie wychowawczym.

I.Ł.: Kiedy Pani rozpoczęła przygodę z rękodziełem?

E.W.: Zaczęło się od mamy i babci. Mam pracowała w świetlicy, a babcia zawsze robiła skarpetki, szaliki, sweterki. Mama pracując w świetlicy zabierała nas ze sobą i dzięki temu mogliśmy pracować i tworzyć razem z nią. Później miałam przerwę i dopiero po 20 roku życia zaczęłam tworzyć coś na nowo. Zawsze dziergałam sweterki swoim dzieciom, szaliki, kominy. Serwetki zawsze robiłam. Zaczęłam od prac z bibuły – bo tym się kiedyś najczęściej przystrajało sale, a także swetry i szaliki. Już jako sześciolatka robiłam szaliki na drutach. Jak byłam mała i moje pierwsze próby robienia na drutach – przekładałam oczka z drutu na drut – nie wiedziałam, że trzeba przewlec nitkę przez oczka. Babcia po kryjomu robiła mi kilka rządków by widać było, że cos zrobiłam. Takie bardziej skomplikowane i bardziej zaawansowane ozdoby to zaczęłam robić około 3 lat temu. Zależało od dostępności materiału i czasu. Kiedyś więcej malowałam i szkicowałam, chyba wyszłam już z wprawy. Następne w kolejności było szydełkowanie. Też nauczyłam się sama metodą prób i błędów. Nie potrafiłam na początku odczytać wskazówek schematu z gazetek, wiec obserwując efekt końcowy, robiłam. Jak coś nie wyszło to prułam i zaczynałam od nowa. Z tego schematu mogę odczytać wzór dopiero od jakiś 8 lat. Mama z babcią jak mnie uczyły to mówiły by liczyć oczka do okoła. Po szydełku bardziej rozwinęły się druty. Robiłam jajka na szydełku, bombki, ozdoby szydełkowane.

I.Ł.: Jak nazywa się metoda , którą ozdabia Pani jajka?

E.W.: Metoda zastosowana, na tych jajkach to metoda karczochowa. Ze wstążki. Zrobienie takiego jajka tą metodą zajmuje około 1,5 godziny i takie ozdabianie było następne w kolejności. Ozdabianie bombek wstążką… Same bombki, bombki wiszące na stojakach, całe ozdoby z elementami świątecznym, świeczniki, bukiety na pomniki. W bukietach kwiaty robiłam ze wstążki i wszelkiego rodzaju dodatków.

I.Ł.: Tego też Pani nauczyła się sama?

E.W.: Tak. Metodą prób i błędów. Zobaczyłam gdzieś, podejrzałam i próbowałam zrobić. Po czasie dowiedziałam się jak można fajnie wstążkę opalić by było bardziej przylegające. Ozdoby ze wstążki robię około 4-5 lat.

I.Ł.: Czy Pani dzieci lubią Pani pomagać i tworzyć z Panią?

E.W.: Tak, lubią. Bardzo chętnie siadają do robienia prac plastycznych. Ten pokój stał się wręcz ich pokojem nie moim. Tu są ich prace. Całe pułki z ich pracami. Bardzo lubią pyssle. To takie rureczki kolorowe do prasowania. Robią z nich podkładki, podstawki pod kubek, zakładki do książek. Bardzo fajna rzecz. Nie próbują nic wyszywać jeszcze. Córka tylko na szydełku próbowała. Ale szkicują, rysują, plastelina, modelina, glina. Rodzina się przyzwyczaiła do mojego zamiłowania do tworzenia.

I.Ł.: Która z prac, które Pani wykonała jest dla Pani bardzo ważna i z której Pani jest bardzo dumna?

E.W.: Ojejku.. przeczytanie „Awantury o Basie” w wieku 6 lat (dodaje ze śmiechem). Pierwsza praca, to była nieporadna serwatka. Skończona, ale wyszła w kształcie jajka. Mam ją w pokoju, ale nigdy nie znalazła swojego miejsca na stole. Pamiętne opaski na uszy,a praca z której jestem dumna, które się podobały bardzo odbiorcom, to bukiety ze wstążek. Narobiłam ich mnóstwo. Pierwszy mi się bardzo podobał i moja koleżanka stwierdziła, że takie coś koniecznie jako prezent w podziękowaniu dla Katechetki na komunie. Ona sobie zamówiła taki bukiecik na Dzień Mamy i córce na stoły. A jeszcze mam prace… pierwsza moja sukienka. Robiłam ją 4 dni w ciąży , będąc w szpitalu. To praca wykonana dla mnie, bo wszystko co robię to dla kogoś, albo w prezencie oddawałam cioci, babci, koleżance, do szkoły, na kiermasz itd. To jest coś co zrobiłam sobie. Jestem w gorącej wodzie kąpana. Jak coś mi przyjdzie do głowy to musze działać by zobaczyć czy to fajnie wygląda. Nie czekam. Lubię  wykorzystywać to co znajdę. Gałąź przytargana z lasu – powiesiłam serduszka i na tarasie pięknie ozdabia przestrzeń. Ten korzeń też – pomalowany służy jako kwietnik.

I.Ł.: Czy prowadziła Pani kiedyś warsztaty?

E.W.: Robiłam warsztaty dla dzieci tutaj w szkole w Krępsku. Świąteczne akcenty. Bombki, makaron, kasza, sznurek. Chodziło o to by zrobić jak najwięcej choinek i tego co może się sprzedać na kiermaszu. Świeczniki z kaszy z ryżu, obklejane. Bardzo fajne rzeczy. Dzieci bardzo chętnie brały udział w zajęciach.

I.Ł.:: Co Pani daje rękodzieło?

E.W.: Spokój, ciszę. Przy dzieciach, zrelaksowanie się. Kiedy człowiek siedzi w domu nie pracuje to jest taka chwila dla mnie. Takie oderwanie się, odstresowanie. Zawsze gdzieś maluje, albo wyszywam. Mam napoczęte 3-4 prace i zmieniam, jak mam ochotę lub jak mi się coś znudzi, to przechodzę do następnej. To takie moje pięć minut, taka chwila dla mnie. Kiedy siedzę w domu potrzebuję odreagować w inny sposób i to jest mój sposób. Moje dzieci chodzą wcześniej spać, wiedzą że ja też potrzebuję czasu dla siebie. To jest dla mnie czas odpoczynku po całym zwariowanym dniu w domu.

I.Ł.: Pani marzenie i czego Pani życzyć?

E.W.: Marzenie to  zwiedzić Moskwę. Zobaczyć wszystkie cerkwie. Tylko to… a życzyć wyjazdu do Moskwy (dodaje z uśmiechem).