Bogumiła Lewandowska

Maj 16, 2018 w Aktualności, Sylwetki LGD

Piękny domek, otoczony kwiatami i pracami rękodzielniczymi. Pani Bogumiła zaprosiła mnie do środka. Weszłyśmy do małego pokoju wypełnionego pracami rękodzielniczymi wszelkiego rodzaju. Na stole stało ciasto, a gdy kawa już się zaparzyła opowieść się rozpoczęła.

Irmina Łachacz: Jak długo mieszka Pani w Dębicach?

Bogumiła Lewandowska: Mieszkałam w Nowogardzie i po śmierci mamy – 11 lat temu – wróciliśmy tu.

I.Ł.: Czym się Pani zajmuje na co dzień?

B.L.: Jestem szczęśliwą i zarobioną emerytką. Teraz jest za dużo roboty. I nie tylko dotyczy to robótek, ale jest i ogród , którym się trzeba zając i dom, i inne rzeczy. Robótki się zaczęły 11 lat temu. Pierwsze prace ręczne rozpoczęłam dzięki Stowarzyszeniu Maszewska Inicjatywa Gospodarcza, które pisało projekty i organizowało spotkania, Kasia Kamińska wprowadziła nas we wszystkie tajniki prac ręcznych. Zaczęło się od decoupage i w zasadzie nie wiem czy się skończyło. Teraz jesteśmy zainteresowane zajęciami z Power tekstu i chcemy poznać tą technikę. Z koleżankami przeszłyśmy całą gamę technik i metod prac rękodzielniczych. QUILLING, SCRAPBOOKING i inne.. Spotkania odbywały się w Maszewie, więc był trzeba dojeżdżać. Kilka spotkań było też w Dębicach – były pisane projekty. Miałyśmy zajęcia taneczne z Panią Ludą Masztalerz w szkole. Starałam się jakoś wypełnić sobie czas wolny, ale w tej chwili jest go już za mało (dodaje z uśmiechem).

I.Ł.:  Poza rękodziełem czym się jeszcze Pani zajmuje?

B.L.: Fotografia była zawsze moją pasją, od lat dziecinnych. Lubię wszędzie chodzić z aparatem. Co kwitnie, co jest ciekawe, staram się utrwalić. Przeprowadzkę z Nowogardu do Dębic zaczęłam właśnie od albumów. No i na wsi nazywają mnie TVN24, bo jak coś się wydarzy to chcą by było sfotografowane i czekają na relacje na Facebooku – ja to nazywam odrabianiem lekcji. Brałam udział w ramach Funduszy Unijnych w kursie komputerowym i nauczyłam się przesyłać zdjęcia i pliki w Internecie. Mimo wszystko jestem ostrożna jeśli chodzi o umieszczanie zdjęć.

I.Ł.:  Działa Pani jeszcze w Kole Gospodyń?

B.L.: Tak. Udzielam się tam i oprócz tego jestem, także w Radzie Sołeckiej. Gdzie, nie ukrywam, także próbuje przekazać trochę swojej wiedzy i doświadczenia, by zachęcić ludzi do podrywu, do tego by coś się na wiosce działo. Tu są moje korzenie, z sentymentem podchodzę do tego miejsca i zależy mi na tym by było tu ładnie.

I.Ł.:  Skąd u Pani potrzeba i chęć robienia czegoś?

B.L.: Moja mama robiła na drutach, wyszywała, haftowała i uczyła nas tego od dziecka. Jak miałam małe dzieci to ubranka nie były tak dostępne więc się samemu robiło. Od dziecinnych lat nauczona jestem do działania rękodzielniczego. Kolejną pasją jest ogród.

Nasze koło gospodyń jeszcze nie jest tak bardzo aktywne. Ale miałyśmy różne zajęcia i warsztaty-decoupage, bombki z karteczek, robiłyśmy dużą i piękną palmę do kościoła z bibuły i bukszpanu. Mam nadzieję że uda mi się zachęcić je do robienia na szydełku i na drutach. Uważam że nie można tego zatracić. Mimo że nie ma takiego dużego zainteresowania, bo przecież sweterek można kupić, ale sama praca ręczna korzystnie wpływa na prace głowy i stawy jeśli ktoś ma problemy z reumatyzmem. Każda praca jest inna i jak się ją zrobi ma inną wartość, nigdy się nie zrobi dwóch  takich samych rzeczy, każda będzie inna. Trzeba użyć wyobraźni. Wiadomo że można poszukać inspiracji w Internecie.

Mamy taką swoja nieformalna grupę w Maszewie, gdzie z koleżankami dojeżdżamy. One w Maszewie założyły Stowarzyszenie, załatwiły lokal i będziemy się spotykać na wspólne prace. Dlatego mi bardzo zależy by tworzyć w Dębicach, ale nie mamy tu świetlicy. Możemy się spotkać w szkole.

I.Ł.: Czym się zajmuje to koło gospodyń tu w Dębicach?

B.L.: W zeszłym roku na dożynkach zaśpiewałyśmy pierwszy raz. I tak powstał zespół Dębiczanki. Miałyśmy przyjemność wystąpić na Dniu Seniora, i na 15-leciu Teatru Krzyk.  Śpiewać każdy może. Fajnie, że się spotykamy i stwierdzamy, ze raz w tygodniu to za mało. Poza śpiewaniem chciałabym je przekonać do rękodzielnictwa – filcowania, prac z papierem. Do niektórych prac potrzebna jest  maszynka, by robić wykrojniki  i różne wzory oraz odpowiedni papier (Pani Bogumiła pokazała mi swoje prace – pięknie zrobione zdobienia z papieru). Papier można zrobić samemu. Nie wolno nic wyrzucać, wszystko się przyda (dodaje z uśmiechem) guziczek, koralik może się przydać. Skrawki materiałów, na udekorowanie przetworów.

I.Ł.: Co było impulsem 11 lat temu by zająć się rękodziełem?

B.L.: Impulsem były właśnie te spotkania u Kasi Kamińskiej w Maszewie. Pisali dużo projektów, pytała co chcemy robić i przyjeżdżała trenerka i nas uczyła. Nie wiedziałyśmy nawet czego możemy się uczyć. Ale apetyt rósł w miarę jedzenia. Szukało się inspiracji Internecie. Kasia wymyślała nowe projekty i my z Dębic dojeżdżaliśmy. A że można też kogoś obdarować drobnym upominkiem własnoręcznie zrobionym to też jest motywacja do pracy.

Samo filcowanie jest bardzo ciekawe. Można wykorzystać swoje ręce do  zespojenia materiału. Już mnie kusi by zaprosić koleżanki i filcować w ogrodzie. Jest bardzo dużo technik… dzięki pomysłowości Kasi dużo się nauczyłyśmy.

I.Ł.:  Z której swojej pracy jest Pani najbardziej dumna?

B.L.: Najbardziej to chyba z tego starego krzesła. Kiedy żyła moja mama to było 6 takich krzeseł. Mam do niego sentyment. Trzeba było zeskrobać wszystko by móc przyozdobić ta techniką. – SHABBY CHIC. A inną pracą jest ta walizka. Byłam kiedyś w Baszkowicach, tam Pani Prokopowicz miała podobną walizkę i mnie zainspirowała. Tu mam część obrazków z papieru pakowego, tu zdjęcia. To są prace z filcu – niezamierzone dziury. Serwetka z bawełną łączona. To była baza i na mokro nakłada się warstwy i one przylegają i tak to wygląda. Tu są czekoladniki i koperty. Tu przycinam z papieru wizytówkowego i później się przykleja każdy pasek. Ja przy tym odpoczywam. Przychodzę z ogrodu zmęczona, siadam i robię.  Tu jest filcowanie na sucho. Takie dredy wymagają długiego wałkowego. Z tego wszystkiego najbardziej lubię robić te papierkowe rzeczy. Kobiety są zainteresowane biżuterią z filcu. To takie lokowanie produktu. Trzeba się chwalić swoja pracą i warto się chwalić oraz zachęcać do tworzenia, korzystać z funduszy unijnych czy innych opcji. Dopóki będzie możliwość tworzenia i przekazywania wiedzy to żeby kobiety się uczyły, robiły i uczyły dalej swoje wnuczki. Jak tylko będzie możliwość to móc się spotykać i robić.

I.Ł.:  Co Pani daje tworzenie?

B.L.: Chyba satysfakcje, że komuś się to podoba. To takie miłe jak można kogoś czymś obdarować. To chyba mam po mamie. Odpoczywam przy tym. To mnie relaksuje.

I.Ł.:  Dlaczego Pani chce zaktywizować mieszkańców?

B.L.: Żeby zostawić dla potomnych taką wartość że mimo dostępności wszystkiego, można samemu coś zrobić, tworzyć. Sweterek, i inne. To jest zachęta, także dla wnuków, można im przekazać swoją wiedze i umiejętności. Należy pokazywać dzieciom jak się kiedyś robiło i jak to się robi dziś. Warto wrócić pamięcią do tego jak było kiedyś. Pamięć jest jaka jest, dzieci dziś tylko w smartfonach siedzą. Dobrze im przekazywać pasje. To są inne wartości których nie znajda w Internecie czy w telewizji.

I.Ł.: Plany na przyszłość?

B.L.: Kreci mnie filcowanie. Mam altanę w ogrodzie i w kilka osób spotkać się by podziałać. Pokazać jak się to robi by złapać bakcyla.

IŁ: O czym Pani marzy?

B.L.: Marzenia dobrze mieć. Ja nigdy nie byłam marzycielka działałam na bieżąco. Chciałabym żeby dalej to istniało i żebym miała możliwość korzystać ze spotkań. Chciałabym spotykać się z ludźmi nawet już nie robótkując. By nie otaczać jedynie tymi samymi osobami. Uważam się za osobę aktywna i zaczyna mi brakować czasu (dodaje z uśmiechem). W Dębicach są osoby aktywne i jestem dumna z tego, że  działamy

IŁ: Dziękuje za rozmowę.